Dodano: 03 IV 2013, 14:59:04 (ponad 12 lat temu)
Drodzy Moi,
Po Arytmiach, S@motności..., Martynie, Molekułach... przychodzi czas na Na fejsie... . Powieść epistolarną, mniemam, iż nad wyraz osobistą, składającą się z licznych wiadomości Ireny Wiśniewskiej do swojego ukochanego syna Nuszy, Nuszka, Nuszeńki, jak go sama nazywa.
Historia o tyle ciekawa, iż przedstawia ułamek osobistego życia J.L., ukazuje tęsknotę i potrzebę dokończenia niedokończonej - może nigdy nawet nie rozpoczętej - rozmowy, ostatniego pożegnania.
Kiedy zaczęłam czytać pomyślałam, że to jest to jedna z najgorszych utworów szanownego pana Wiśniewskiego. Jednak z powodu wielkiego uczucia jakim darzę Jego książki, spróbowałam spojrzeć inaczej na nieco - przyznaję - zabawne opisy piekielnych czeluści i zwyczajów tam panujących. Postawiłam sobie nie lada poprzeczkę, by dokończyć Na fejsie... .
Udało się. I wiecie, kiedy odstawiłam ją na półkę, pomyślałam, kto pisze książkę w imieniu swojej własnej matki i to do samego siebie. Kto opowiada o sobie, o niej i o ich rodzinie z perspektywy nieżyjącej matki.
Zapewne doprawiam temu niepotrzebną ideologię i przekoloryzowaną otoczkę, niemniej wzruszyłam się myśląc, że autor bardzo potrzebował tego ostatniego pożegnania, ostatniej rozmowy, zwyczajnej wiadomości, że wszystko jest naprawdę w porządku i życie może toczyć się dalej.
I z tego powodu polecam ją tym, którzy pana J.L. chcą poznać trochę inaczej, wymyślić go sobie z innej strony.
Pozdrawiam,
malinowaheroina