Chorwacki czar trwa, tym razem wątek Weroniki, córki Anny, jest bardziej rozbudowany. Przypominam, że obie bohaterki zakochały się zarówno w Bałkanach, jak i dwóch przystojnych mieszkańcach tego regionu. Jak to pogodzić ze swoimi korzeniami i życiem w Polsce?
Chociaż ryby i owoce morza nie należą do moich ulubionych dań, nie sposób nie docenić roli, jaką gra kuchnia w tych powieściach. Bohaterowie często coś gotują, jedzą, rozmawiają przy kawie, lampce wina czy innych napojach. Nie zdziwię się, gdyby któryś czytelnik odłożył książkę i zaczął szukać przepisów na przywoływane dania - tak plastyczne i zachęcające są te opisy.
Odrobinę przeszkadzała mi jedna rzecz, uwidoczniła się szczególnie teraz, gdy do głosu doszła młodsza osoba w narracji. Autorka lubi korzystać ze związków frazeologicznych. Wszystkie wypowiedzi bohaterów były dla mnie zrozumiałe, ale (może to wina mojego środowiska?) ciężko mi znaleźć w prawdziwym życiu młodą osobę, która ze swobodą używa określeń typu "mój pokój to istna stajnia Augiasza". Dzięki Weronice (ma około 20 lat, w rozdziałach pisanych z jej perspektywy jest też więcej słownictwa potocznego) dowiedziałam się, że można "obciągnąć butelkę", czyli wypić alkohol. To dla mnie nowość, choć jesteśmy w podobnym wieku. W dodatku tych samych frazeologizmów używają Chorwaci, którzy, tak mi się wydaje, nie powinni ich znać, przynajmniej nie wszystkich. To nie wpływa w żaden negatywny sposób na odbiór całości, po prostu z czasem zaczęło mi się rzucać w oczy.
W tym tomie dużo się dzieje. Co najmniej 3 razy czytałam mając łzy w oczach. "Chorwackie powroty" to kontynuacja "Chorwackiej przystani", ale fabuła jest tak skonstruowana, że spokojnie można przeczytać tę część bez znajomości poprzedniej. Wspomnienia i całkiem nowe wyzwania, przed którymi stają bohaterowie, pozwalają czytelnikowi łatwo domyśleć się ich przeszłości. Tylko czy warto skracać sobie tę przyjemność? Ja was serdecznie zapraszam do zapoznania się z dwiema książkami, obie są warte polecenia!